Osób on-line:5.
Filozofia - DŹWIĘK JEDNEJ KLASZCZĄCEJ DŁONI - KONCEPCJA WOLNOŚCI WEDŁUG JEAN PAUL SARTRE'A
"Lucjan najwyższym wysiłkiem woli usiłował dojrzeć ów kawałek chmury i nagle
poczuł, że się w niej pogrąża, że spada w nią głową na dół; znalazł się w
samym środku mgły, sam stał się mgłą, białym, wilgotnym ciepłem, pachnącym
bielizną. Chciał się wyrwać z tej mgły, oderwać się, lecz ona nie puszczała.
Pomyślał: "To ja, Lucjan Fleurier, siedzę w swoim pokoju i rozwiązuję
zadanie z fizyki, jest niedziela". Ale słowa jego zmieniały się w mżawkę,
białe na białym tel. Otrząsnął się, zaczął wpatrywać się w deseń kretonu:
były na nim odbite dwie pasterki, dwóch pasterzy i Amor. Nagle powiedział
głośno: "Jestem" i jakby pękła w nim nagle jakaś sprężynka: ocknął się z
długotrwałego letargu"1
Wychylenie się w codzienność jątrzy doświadczenie rzeczywistości będącej
przeplotem problemów, zmagań i szeroko rozumianej troski. Wielokrotnie
zadajemy sobie pytania osadzone na osi przyczynowo-skutkowej. Jednakże "ja"
nie istnieje na bezludnej wyspie, egzystencjalne napięcie nie jest
"przywilejem" rzuconego w świat Jednego. Mozaiką pytań i doświadczeń
naznaczone jest społeczeństwo. To nie "x" wyraża ból istnienia, lecz cały
ludzki alfabet tworzy dźwięk cierpienia wywołanego dreszczowcem pytań. Stąd
też wgląd w plejadę społecznych dylematów wyraża jednostka, to jednostka
odzwierciedla istotę nie tylko relacji wobec samej siebie, lecz także wobec
grupy jak i jej stosunków między większymi i masywniejszymi ilościowo
ludzkimi skupiskami.
Jean Paul Sarte swym filozoficznym nowatorstwem wskazuje społeczne synapsy
będące echem jednostki wtłoczonej w musującą siatkę społeczną, której się
przyglądając doznaje nie-możności oderwania się od niej. Społeczeństwo
niczym hermetyczna kapsuła ogranicza jednostkę. Jednakże paradoksalnie
oderwanie się z wilgotnej struktury ma miejsce aktem zrozumienia swego
niepowtarzalnego istnienia, swego "jestem". Zwróćmy uwagę, iż autor
przedstawia zmagania Lucjana opadającą głową w dół. I nie jest to bez
znaczenia, głowa jako nośnik myśli, jako transformator przedstawień i
projekcji sunie w kierunku "źródła" grawitacji - i nie chodzi tu fizykalną
wykładnię, lecz o generator i kreator społecznych zachowań. Lucjan zaprzecza
powszechnej wykładni, stoi w opozycji względem niej. Słowem myśleniem
przedziera się przez gąszcz bieli. A zwielokrotniona biel wzbudza mdłości,
jest nużąca, jest mgłą; w której zaciera się ślad. Jego "jestem" dokonuje
wyłomu w letargu.
Ów przedarcie się będące niczym innym jak dosadnością działania opiera się
na rozpoznaniu celu; jest zwarte z celem wręcz będące celem. Innymi słowy
jest intencjonalne. Sartre unaocznia podstawę, jądro zamierzonego czynu -
jak długo to, co jest będzie ujmowane jedynie swym byciem, tak długo
świadomość pogrążona będzie w relacji byt-byt nie odsłaniając niebytu; nie
dostrzegając braków syci się pełnią, której krąg zamknięty nie dopuszcza
tego, co może być, co jest inne. Motywacją zmian nie jest ciągłość tego, co
dane, lecz jej przekroczenie poprzez utylizację przyzwyczajenia, której
ławicą braku wyobraźni utożsamia niedogodności jak i wszelkiego rodzaju
problemy z bytem - na skutek czego bycie zrównane jest z cierpieniem. Fakt
ten nie wyodrębnia cierpienia z bytu - i to właśnie dlatego samo bycie nie
może stanowić o sobie jako motywacji do zmian, wymian, zamian - do
rekonstrukcji jednostki, a tym samym społeczeństwa. Stąd też jawi się
konieczność stworzenia odmiennego stanu niż dany i doświadczany, stanu
szczęśliwości jako czystej możliwości co Sartre nazywa nicością; którą się
posługując będzie dokonywany naświetlający nawrót do bytu w celu jej
unicestwienia przecząc, iż się jest szczęśliwym. Zatem jednostka, która uzna
swój obecny stan za naturalny nie przekroczy wewnętrznego Rubikonu,
świadomość nie zerwie z własną przeszłością nie nadając jej określonego
znaczenia, nie zostanie ona uformowana aksjologicznie. I przeciwnie, jeśli
świadomość odetnie się od przeszłości własną projekcją tejże przeszłości
wtedy stan nie-szczęśliwości przekształca się w motywację do zmian.
I tu dochodzimy do kluczowego pojęcia u Sartr'a - jest nim wolność, a jest
ona...bez istoty(!). Ponadto Autor "Bytu i nicości" twierdzi, iż "Nie
podporządkowuje się żadnej konieczności logicznej. To o niej powinno się
powiedzieć, to co Heidegger powiedział ogólnie o Dasein: "W nim istnienie
poprzedza istotę" 2 Wolność powstaje działaniem i jest namacalna, wyrażalna
aktywnością, dynamiką wręcz mobilnością komponując się inspiracją celu.
Jednostka wypełnia się wolnością poprzez dzianie "się" - "się" jako
świadomości utkanej wolnością. Nie jest ona dodatkiem do ludzkiej natury -
stanowi ona budulec bytu. Dlatego też śmiało możemy stwierdzić, iż byt jest
zwarty, sprzężony, wręcz z synchronizowany z wolnością - a to implikuje
konieczność jej zrozumienia czego wsparciem będzie uchwycenie negacji w
świecie wywołanej przez rzeczywistość ludzką jako byt odcinający się
nicościowaniem od świata. I to zerwanie jest wolnością. I dalej,
rzeczywistość-ludzka określa się nie inaczej jak nicością. Być dla
bytu-dla-siebie to nicościować byt-w-sobie. Konkluzja jawi się nader
czytelnie i prosto - wolność to nicościowanie. Możemy zaryzykować
stwierdzeniem, iż nicościowanie wraz z rzeczywistością ludzką to wolność.
Stąd też byt-dla-siebie przenika, przedziera się - lub dosadniej -
transcendentuje swój byt. Czego konsekwencją jest stwierdzenie ludzkiej
wolności choćby na bazie kreowanych, projektowanych, wybieranych i
nakreślanych świadomością motywów jako przedmiotów transcendentych.
Redukując - człowiek egzystuje poza swoją istotą, poza bodźcami swego
działania. I tu pada niesamowita myśl - "[...]jestem skazany na bycie
wolnym"3 Człowiek jest wolny nie dlatego, że jest sobą - bo cóż znaczy być
sobą jak nie dławić się w dybach nie-zrozumienia?; człowiek jest wolny będąc
obecnością przy sobie. Co możemy określić relacją, swoistym dystansem
względem siebie. Wolność będąca nicością pojawia się wedle Sartre'a "w samym
wnętrzu człowieka"i dlatego nie może być cząstkowo wolny - człowiek jest
wolny.
Poruszając zagadnienie wolności należy wspomnieć o woli - a nie funkcjonuje
ona jako kategoria stanów świadomości. Jest ona negatywnością i mocą
nicościowania jawiąca się świadomą decyzją. Jednakże wola nie ustanawia i
nie tworzy celów będąc pewnym sposobem bycia wobec nich; gdzie podstawą celu
jest wolność, której nie może ograniczyć akt woli. Wolność osiąga cel za
pośrednictwem, poprzez wolę - bowiem tym, co pierwotne jest wolność. Jean
Paul Sartre neguje podmiotowość woli jak i władzy. Woli nie rozpatruje przez
pryzmat woli jako rzeczy. Nie zgadza się z dominującym poglądem o zmaganiach
woli-rzeczy z namiętnościami-materiami. Sądzimy, że ów stanowisko jest
pokłosiem zaprzeczenia "odwiecznej" walki dobra ze złem tak transparentnej w
dualiźmie teistycznym, co potwierdza Jego nawiązanie do manicheizmu. Istotą
woli jest stan refleksji. Stąd wola obiera za przedmiot sposób realizacji
celu. Sumując woli nie należy postrzegać jako "wyżej" uszeregowanej w
manifestacji wolności.
Niesamowitego stwierdzenia używa Myśliciel odnośnie wyboru i świadomości,
gdzie oba terminy wyrażają jedno. Słowem świadomość i wybór jest tym samym.
Aby wybrać należy być świadomym i aby wybrać trzeba być świadomym. Nie ma
żadnej świadomości chwili gdyż chwila sam w sobie nie istnieje, nie ma jej
na mapie topograficznej czasu skoro sam w sobie czas jest ruchem. Świadome
działanie określone jest wyborem i tenże wybór promieniuje
świadomością...wyboru. Całokształt świata wartości zakreśla wybór, pobudza
wartości, wyprowadza je niejako na "zewnątrz". Struktura świadomości(wedle
Sartre'a pozycyjnej świadomości) nie jest w stanie odnieść się do
zrozumienia samego siebie jednocześnie kierując ku wybranym i wytworzonym
przedmiotom posiadając je (tj. przez podmiot) w układzie poprzedzającym
wgląd samego siebie. Tak to oto wykluwa się świadomość wyboru, którym
jesteśmy. Ponadto to my sami jesteśmy zaangażowani wyborem i dokonywaniem
wyboru będąc świadomi, to my sami jesteśmy sternikiem i żeglarzem naszego
wyboru; który de facto nie pojawia się natychmiastowo - co Sartre nawiązuje
do koncepcji natychmiastowości świadomości Husserla. Świadomość u-czasawia
się, pęcznieje i rozwija się czasem. Jest niejako rozciągana i rozciągnięta
- i jak to opisuje Autor "Bycia i Nicości" - w trzech ek-stazach
obejmujących całość. Wybranie samego siebie to nic innego jak nicościowanie,
gdzie przeszłość nadaje znaczenia(wartości) przyszłości. Dokonanie wyboru
wyraża się wyprowadzaniem ściśle określonego rozszerzenia o wyrazistej
długości i ustawicznie będące tym, co oddziela od wypełnienia pierwotnych
możliwości. Fakt ten łączy wolność, wybór i nicościowanie w jedno.
Świadomość jest zawsze świadomością czegoś, nie może istnieć bez elementu
danego. W przeciwnym wypadku byłaby świadomością siebie - czyli niczego jako
absolutności. Niemniej jednak nie znaczy to, że świadomość jest
uwarunkowana; jest ona prostą i zarazem czystą negacją tego, co dane.
Dowodzi to bytu jako ustawicznego odwrotu od samego siebie - jest on (tj
byt) pogrążany w ciągłości negowania tego, co dane. Na skutek czego to, co
dane będąc danym przekształca się w to, co było dane; dan-ość rozpuszcza się
w przeszłości, zostaje wydalona, eksmitowana z tego, co jest. Ów dialektyka
zabezpiecza przed hermetycznością, pozwala na uchwycenie innej danej, chwyta
świat, wchłania go, zanurza się w nim. Innymi słowy byt-dla-siebie jest
wolny stwarzając świat tym czym jest będąc. Zatem wolność jako nie
wprowadzona może zaistnieć tylko na zasadzie wyboru siebie. Słowem, wolność
wymaga danego elementu dla jego nicościowania w oparciu o negację wewnętrzną
i zarazem świadomą, gdzie świadomość jest świadomością czegoś. Stąd też
wolność to wolność wyboru, lecz nie wolność od wyboru.
Sartre lisim węchem zbliża się do "zwierzyny" powszechnej wykładni wolności,
by ukąsić zagubione mniemaniem myślenie - i rozszarpać je swoją optyką
wolności. Próba zanegowania wolności, której "dybami" jest nasze
pochodzenie, status społeczno-ekonomiczny, uwarunkowania historyczne i
mentalnościowe jak i presja ogół społeczeństwa, rozbryzguje się w zderzeniu
z myślą Filozofa. Uważa On, iż opór jaki odczuwamy w związku wolnością nie
jest żadnym argumentem przeciwko jej istnieniu. Stwierdza, iż "Nasza wolność
ustanawia zatem granice, które później napotyka"4 Może się to wiązać z
możliwością nie - realizacji określonego celu, co nie zaprzecza samej w
sobie wolności przejawionej wyborem. Nie zdobyta skała nie zaprzecza
wcześniej wyrażonej możliwości jej zdobycia, nie osiągniecie jej szczytu nie
zamazuje początkowo obranego celu. Stad też problemy, niedogodności oraz
wszelkiego rodzaju przeciwności nie są w stanie zagrozić i zasłonić
wolności, która dzięki nim ujawnia swój cały splendor. Przeszkody jawią się
w przestrzeni wolności. Wolny byt-dla-siebie funkcjonuje w świecie, jest
zanurzony w otchłani codzienności. I właśnie dlatego napotykany opór wyłania
wolność. Ocieranie się o krawędź problemów i utrudnień wykluwa wolności.
Człowiek pozbawiony właściwego zrozumienia siebie jako bytu-dla-siebie staje
się niczym innym jak wyrobnikiem cienia dnia i nocy, jest pogrążony w mroku
nie tylko nie-wiedzy, lecz zbytecznego cierpienia.
Wolność to nie "róbta co chceta" i nie ma żadnego związku z pozyskaniem
wyznaczonego celu, nie znaczy chcieć to móc - wolność jest osadzona
determinacją dokonanego wyboru niezależnie od rezultatu. To, że jestem
ograniczonym tym i owym, to że nie mogę tego i owego nie znaczy, że nie
jestem wolny swoim wyborem. Nie jestem w stanie rozporządzać skutkami, lecz
zawsze wyborem - co czyni mnie wolnym. To zaś wymaga szerszego komentarza
samego Autora "Bycia i nicości: " Nie znaczy to jednak, by był on swoją
własną podstawą, swoim ugruntowaniem. Gdyby "być wolnym" oznaczało tyle, co
"być swoją podstawą", "być swoim własnym ugruntowaniem", to wolność
musiałaby decydować o istnieniu swego bytu. Tę konieczność można rozumieć na
dwa sposoby. Po pierwsze, wolność musi decydować o swoim byciu jako byciu
czymś wolnym, to znaczy musi być nie tylko wyborem pewnego celu, ale również
wyborem siebie samej wolności jako wolności. A zatem zakładałaby to, że na
równi istnieje możliwość bycia wolnym i możliwość niebycia wolnym,
przynajmniej przed dokonaniem wolnego wyboru jednej z tych możliwości, to
znaczy przed wolnym wyborem wolności. Skoro jednak byłaby wówczas konieczna
jakaś uprzednia wolność, która wybierałaby bycie wolnym, czyli w gruncie
rzeczy wybierałaby bycie tym, czym jest, to mielibyśmy wówczas do czynienia
z regresem w nieskończoność, jako że i ta wolność potrzebowałaby innej,
jeszcze wcześniejszej wolności, by mogła być wybrana, i tak dalej. W
rzeczywistości jesteśmy wolnością, która wybiera, ale nie wybieramy bycia
wolnymi, nie wybieramy tego, że jesteśmy wolni. Jako powiedzieliśmy
wcześniej, jesteśmy skazani na wolność, "rzuceni w wolność[...]"5
U-czasowienie bytu-dla-siebie wiąże się z czasowością nadaną (określoną)
przez inne u-czasowienie(a). Niemniej jednak byt-dla-siebie nie jest
skazany( obciążony) istnieniem innego. Stąd też zmuszony jest poprzez wybór
upostaciowić innego - jako przedmiot lub jako podmiot. Jednakże dopóki inny
określa się jako-spojrzenie, byt - dla - siebie doświadcza siebie
przedmiotowo, zawarty jest w oglądzie innego. W momencie uczynienia innego
"transcendecją trancedowaną" wszystko to, co było przygodne teraz jawi się
jako wartościowe. Czego konsekwencją inny-jako-przedmiot przeobraża się w
perspektywiczny pryzmat celu, a sam byt-dla-siebie komponuje samego siebie w
świecie. Fakt ten unaocznia innego jako ciąg elementów wiodących do celu- a
ten poprzez środki wywiera wpływ na sam w sobie cel. Wtedy to świat uwypukla
się celami. I właśnie w tym i takim świecie jako przejawionym wyborze
bytu-dla-siebie jawi się wolność; to wybór siebie w konkretnym świecie, w
archipelagu celów a tym samym i jego "technik" . Istnienie innego to także
zamknięcie, zawężenie pola manewru - to ograniczenie dla wolności
bytu-dla-siebie. To inny szufladkuje wbrew woli byt-dla-siebie, to inny
zatacza krąg sztucznej tożsamości, to inny sprzeciwia się woli
bytu-dla-siebie. Słowem inny jest innym niż byt-dla-siebie, jego inność
wyraża się w dosłownej odmienności. Użycie przez Sartre'a terminu "inny"
jest do-określeniem nie tylko postawy innego, lecz przede wszystkim jego
pozycji. Byt-dla-siebie jest tu, inny jest tam. Pomiędzy bytem-dla-siebie a
innym lśni widzialny w swej nie-widzialności mur, przesłona, pasaż "ziemi
niczyjej", o którą zabiega byt-dla-siebie oraz inny.
Zatem inny to realny punkt graniczny naszej wolności. Zaś wolność innego
krzesi brak możliwości przekroczenia progu znaczeń sączących się pustymi
znakami, wydrenowanami wewnętrznie wartościami. Staję się nie tylko znakiem
w społecznym ruchu, lecz przede wszystkim jego wymiarem. Pomimo to nie
jestem pozbawiony wolności bowiem wszelkie formy zakazów, nakazów,
ograniczeń oraz konwencji społecznych mogą przybrać znaczenie jedynie w
wypadku naszego wyboru. Podkreślmy - struktura "nie-mocy", nie-wolności
klasyfikuje jako przedmiot, co jest jaskrawym ograniczeniem; to ktoś inny
postrzega mnie poprzez innego-jako-przedmiot. Czego przejawem jestem
przedmiotem - pionkiem na społecznej szachownicy. Stąd też relacje społeczne
przebiegają pomiędzy innymi-jako-przedmiotami. Społeczeństwo jawi się
gąszczem równoleżników i południków, gdzie ogniwami są inni-jako-przedmiot.
Wyobcowanie będące tym, co zewnętrzne dla innego-jako-przedmiotu i
wewnętrzne dla bytu-dla-siebie sprawia; iż wolność nie zderza się z blokadą,
lecz jest "odśrodkowym" ruchem swej istności, jest jej erupcją. Dlatego też
wolność bycia w świecie przed obrazem innego-jako-przedmiotu to pojawienie
się w świecie z możliwością alienacji. Wybór siebie jako wolności
nieuchronnie łączy się pasywnym doświadczeniem własnej wolności - jesteśmy
wyspą na ocenie ludzkich spojrzeń - i jak to stwierdził Sartre'e "Jesteśmy
zatem po nieskończoność otoczeni przez niepotwierdzalne, nieuznawalne
określenia. Niektóre spośród nich dojmująco odczuwamy jako bolesne i
drażniące nieobecności"6
Powracając do świadomości powtórzmy, iż nie jest ona absolutna, nie jest też
równowagą jak i wynikającej z tego niezależności względu bytu. Słowem nie ma
substancjalnego charakteru. Co za tym idzie świadomość wyraża się
zmiennością, a przede wszystkim nakierowaniem na przyszłość. Innymi słowy
"sposobem bycia świadomości" jest nieustanne wychylanie się "ku". Ów
przyszłość nie jest zewnętrzną inspiracją ani też obiektywnym bodźcem.
Przyszłość manifestuje się wiązką możliwości bytu. Z tego tytułu podejmowany
wybór a nie-w-sprzęglony w zewnętrzne sygnały sprawia, iż ludzka
rzeczywistość zostaje utkana stanem napięcia między przeszłością a
przyszłością gdzie osią niepokoju jest teraźniejszość( u-teraźniejszowienie)
I tenże stan lęku wywleka z głębin jestestwa poczucie odpowiedzialności
wtłaczającej się w byt. Na skutek czego następuje erupcja przejawiona
dążnością do wyparcia psychicznego zgrzytu poprzez uzyskanie stałości jak i
stabilności istnienia.
Tym sposobem Sartre dotyka nader subtelnego zagadnienia związanego z Bogiem.
Wedle francuskiego Myśliciela teistyczna trampolina zaprzecza ludzkiej
wolności. Bóg jest innym - a ściślej mówiąc - narzuca dualistyczną
wartościowość w postaci dobra i zła. Sartre nie zgadza się z tym uważając,
iż to człowiek ma prawo nie tylko wybierać, lecz przede wszystkim stwarzać
swój aksjologiczny świat. Poza tym istnienie Boga jaskrawo ogranicza ludzką
wolność, co wynika z faktu preegzystencji w umyśle Boga. Słowem człowiek
byłby pozornie wolny, byłby zaopatrzony w metafizyczny gps. W tym przypadku
zbyteczna jest zawiała interpretacja takiego stanu rzeczy. Jednym słowem
człowiek nie byłby nie tylko włodarzem swego losu, lecz przede wszystkim
jego kreatorem. Bóg nie jest żadną wolnością, lecz jawi się jako wirus
zdrowej ludzkiej wolności. Jednym z wielu krytycznych zarzutów skierowanych
pod adresem Sartre'a jest stwierdzenie mówiące o tym, że "Istnienie Boga nie
narusza wolności człowieka. Wolność jest władzą otrzymaną od Boga, z której
człowiek może zrobić, w wyniku swej samodzielnej decyzji różny użytek"7
Jednakże w kontekście Biblii zarzut ten pozbawiony jest swego ostrza. Bowiem
jeśli Bóg obdarza człowieka wolnością to dlaczego człowiek dokonuje
sprzecznego z Jego wolą wyboru - skoro wolność to nic innego jak możliwości;
gdzie i w którym momencie wolność przestaje być wolnością skoro Bóg wyposaża
człowieka w wolność? A także dlaczego ten wybór opisany jest jako krok
podjęty pod zewnętrznym wpływem a nie z własnej nie-przymuszonej woli skoro
twierdzi się, że człowiek może samodzielnie podejmować decyzje? Idąc dalej,
jeśli Bóg stwarza człowieka na swój obraz i podobieństwo do dlaczego wybór
człowieka nagle jawi się jako zły? Zwróćmy uwagę, że wybór człowieka tyczył
się zakazu spożycia owocu poznania. Słowem Bóg wstrzymał przed człowiekiem
zrozumienie - z którego to człowiek chce się wyzwolić poznając; dążąc do
wiedzy, do samo-świadomości w przeciwieństwie do zamkniętej przestrzeni
boskiego nakazu. Sumując, jeśli wolność jest boskim darem to fakt ten nie
może mieć związku z grzechem, jakąś skazą ludzkiej natury. Wolność a tym
samym boska wolność winna opierać się wskazaniu możliwości, lecz nie na ich
ograniczeniu. Sumując, Bóg nie wyposażył człowieka w wolność, lecz
napompowany pseudo-wolnością kaganiec zakazu i nakazu. Zwróćmy jeszcze uwagę
na jeszcze jeden zarzut - "Błędem jest postawienie znaku równości między
stosunkiem Boga do człowieka i stosunkiem rzemieślnika do jego pracy8 Zapis
Starego Testamentu Księgi Rodzaju rozdziału 2 i wiersza 7 stwierdza, że "
wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza
tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą"9 Zatem Bóg
dokonał manualnych operacji w akcie stwarzania człowieka lepiąc go z prochu
ziemi - identycznie jak rzemieślnik. A jeżeli uznamy, że jest to alegoria to
musimy zaprzeczyć nie tylko stworzeniu człowieka przez Boga - bo jak
rzeczywisty Bóg może stwarzać symbolicznie? - lecz także istnieniu samego
Boga. Innymi słowy realne nie może posługiwać się symbolem, przenośnią dla
wykazania swej realności. Stąd też stosunek Boga do człowieka jest taki sam
jak rzemieślnika do swego wyrobu - który de facto ma określony cel. W
przypadku rzemieślnika ma służyć jako np. naczynie a w odniesieniu do
człowieka ma być on aktorem i widzem jednego teatru - lęku przed poznaniem
własnej wolności: "Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie
Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki
rozkaz: <
Naturą drzwi jest nie tylko ich funkcjonalność, lecz także a może przede
wszystkim ich dwu-stronność. Innymi słowy drzwi jawią się nie tylko jedną ze
stron, są one o tej samej stronie z drugiej strony. Wejście drzwiami jest
zarazem wyjściem. I czyż nie warto postawić pytania o klamkę i jej
horyzontalno-wertykalny kaganiec? Sartre powiada, że jesteśmy skazani na
wolność, wolność jest wyrokiem sądu rzeczywistości. Otwieramy drzwi
przechodząc przez nie ponownie wracając przez nie. Wolność jest okręgiem
naszego tu i teraz. Nie tylko, że nie możemy zaprzeczyć naszym wyborom, lecz
przede wszystkim nie jesteśmy w stanie zanegować jakiegokolwiek z
najprostszych wręcz trywialnych wyborów. Nikt z nas nie może powiedzieć "nie
wybieram", co już jest wyborem. I czyż wolność jest wolnością? - jest
absurdem wolności. Nie możemy i nie jesteśmy w stanie jej zatrzymać -
jedynie możemy jej pragnąć. Sartre unaocznia to stwierdzeniem "Gdzie miałbym
trzymać swoją przeszłość? Nie można jej włożyć do kieszeni; trzeba mieć dom,
żeby ją tam ułożyć. Ja posiadam tylko ciało, samotny człowiek ze swoim
samotnym ciałem nie może zatrzymać wspomnień, przepływają przez niego. Nie
powinienem się żalić: pragnąłem tylko wolności"11 Przeszłość nicościowana
domem, który jest nicościowany przeszłością jego wybudowania wywleka
jaskrawość rzeczywistości.- rzeczywistości nagiej, pozbawionej skorupy
ochronnej i wszelkiej maści kamuflaży labiryntu codzienności. Expose
Sartre'a to wolność jako samotność w nieustannym dążeniu i wyborze.
Otwieramy drzwi zamykając je za sobą w notorycznym ich otwieraniu.
Nicościujemy by nicościwone nicościować - "Krótko mówiąc, istotę człowieka
stanowi jakby zakrzepła, bo już miniona wolność,albo jeśli kto woli, nicość,
która "opadła" w byt z tej prostej przyczyny, że sam akt neantyzacji jest
jako będący, zostaje przekroczony przez kolejne neantyzacje.[...]
Ostatecznie, ontyczna relacja między wolnością(nicością) a istotą ludzką ma,
w ujęciu Sartre'a, strukturę koła lub spirali[...]"12 Innymi słowy nie ma
wyjścia z kolejnych wcieleń wolności, jesteśmy przez nią wrzucani i wyssani.
"Gdzież miałbym trzymać swoją przeszłość?" - to nie tylko pytanie o
możliwość, lecz przede wszystkim o sens skoro ani kieszeń czy dom nie
zachowa jej w pełnym wymiarze. Wolność przepływa przez człowieka czyniąc
rzeczywistość gęstą i ugniecioną masą wolności. Sartre nie mami
baraszkującymi słowami. Rzeczywistość wzbudza mdłości kiszące się bulgotem
nadmiaru i ugniecionej wolności. Relacje społeczne przekształcają się w sieć
gestów i lukrowanych formuł, a wszystko to niczym gęsta ciecz rozlewa się na
ołtarzu istnienia zakleszczonego, ograniczonego istnieniem. Wolność nie
odnajduje luki w otaczającej rzeczywistości, wszystko jest obfite i pełne.
Wolność krztusi się wolnością. Nadmiarowość jest strukturą rzeczywistości,a
tym samym stosunków między ludzkich. Mimo, że Autor "Mdłości"nie pozostawia
cienia wątpliwości odnośnie istnienia to jednak subtelnie acz dobitnie
wskazuje istotę realnej, czystej rzec by można metawolności. Jest nią
muzyka, która wedle Sartre'a "[...] pozostaje niezmienna, młoda i zwarta,
jak bezlitosny świadek"13 To właśnie muzyka wyraża się nie-domkniętym
okręgiem rzeczywistości, gdzie lśniącym prześwitem sączy się soczysta
wolność. Ujmując to inaczej muzyka przemawia odmiennym porządkiem
rzeczywistości, w której wolność nie jest tłusta nadmiarem, obfitością.
Poprzez muzykę jako inny ład wgłębiamy się w dziką przestrzeń, w
horyzontalną lukę, w ogród bez granic, którego owocem jest puls istnienia
wyzwolonego z wolności.
Sartre udostępnia jeszcze innego obrazu wolności. W swojej książce
zatytułowanej "Mur" w jej pierwszym rozdziale pod tym samym tytułem opisuje
reakcje więźniów, którzy po otrzymaniu wyroku śmierci czekają na poranną
egzekucję. Słowami Ibbiety odchyla ciężką płytę pozorów ludzkich postaw,
które z godziny na godzinę ulegają zmianie. Im bliżej wschodzącego słońca
tym większe zgęszczenie wywołane nie przez śmierć, lecz przez wolność będąca
życiem. Wolność nie mierzona swobodą i spokojem, lecz wolność ograniczona
realnym murem - murem rzeczywistości jak i murem życia, który z rana będzie
zburzony. Ów unaoczniona wolność to przekraczanie więziennego muru, to
przeskok poza dźwięk lecącej śmiertelnej kuli, to przede wszystkim próby
dystansu względem przeszłego życia. Sartre uchyla rąbka wewnętrznego
monologu Ibbiety: " Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe
moje życie jak na dłoni, i pomyślałem sobie: "Cóż za kłamstwo od początku do
końca!" Nic już nie było warte, bo było skończone" 14. To właśnie
stwierdzenie ujawnia dźwięk wolności - z r o z u m i e n i e. Nie można
zaprzeczyć czemukolwiek bez racjonalnego uchwycenia, nie można odciąć się
przeszłości nie rozumiejąc czym jest ona w stosunku do całości życia, do
danej sytuacji. To tylko poprzez akt zrozumienia wyzwalam się z najcięższego
więzienia - więzienia irracjonalnej bezmyślności.
Ostatnia faza rozdziału zamaszystym ruchem wskazuje na skutki jakie niesie z
sobą postawa człowieka myślącego, człowieka na wskroś wolnego. Nie chcąc
zmącić jasności przekazu jak i głębi poniższej treści. Cytowany tekst
pozostawiamy bez komentarza
"Patrzyłem na nich z ciekawością, jak na rzadkie okazy owadów. Powiedziałem:
Wiem, gdzie się ukrywa. Na cmentarzu.
Znajdziecie go w jakimś grobowcu albo w szałasie grabarzy.
Chciałem im zrobić kawał
[...]
Ściszył głos.
Grisa już mają.
Przeszedł mnie dreszcz.
Kiedy go...?
Rano. Jego wina. We wtorek pokłócił się o coś z kuzynem i wyprowadził się od
niego. Nie brakowało przecież gości, co by go przechowali, ale on już nie
chciał nic nikomu zawdzięczać.
Powiedział: "Zamieszkałbym u Ibbiety, ale skoro go wzięli, to ukryję się na
cmentarzu."
Na cmentarzu?
Tak. No głupio, nie? Sam powiedz. Oczywiście byli tam dziś rano, musiało się
tym skończyć. Znaleźli go w szałasie grabarzy. Zaczął do nich strzelać i
zabili go jak psa.
Na cmentarzu!
Świat zaczął mi kołować w oczach, opamiętałem się siedząc na ziemi: śmiałem
się tak serdecznie, że łzy napłynęły mi do oczu"15
Bibliografia
Jean Pual Sartre "Mur", Wydawnictwo Zielona Sowa
Jean Paul Sartre "Byt i nicość", Wydawnictwo Zielona Sowa
Jean Paul Sartre "Mdłości", Wydawnictwo Zielona Sowa
Wiesław Gromczyński "Człowiek- świat rzeczy-Bóg w filozofii Sartre'a
Biblia Tysiąclecia wydanie II
Jean Paul Sartre "Problem nicości" Analiza tekstu Małgorzata Kowalska,
Zakład Teorii Poznania
Filia Uniwersytetu Warszawskiego, Białystok
1Jean Pual Sartre "Mur" s 124
2Jean Paul Sartre "Byt i nicość" s. 539
3Jw. s 540
4Tamże s 587
5Tamże s 590
6Tamże s .645
7Wiesław Gromczyński "Człowiek- świat rzeczy-Bóg w filozofii Sartre'a s 270
8Tamże s 270
9Biblia Tysiąclecia
10Tamże 2.15-17
11Jean Paul Sartre "Mdłości" s. 79
12Jean Paul Sartre "Problem nicości" Analiza tekstu Małgorzata Kowalska s
152-153
13Jean Paul Sartre "Mdłości" s. 200
14Jean Paul Sartre "Mur" s.19
15Tamże s. 25, 26--27
Napisał: chrystian skoroszewski
